Płacząc
nie ukazuję swej słabości a jedynie strach mój
spływa gorącym strumieniem po policzkach. Cherris
Czy
zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest się spóźnić?
Nie
jest to rzecz jasna kwestia nie zdążenie na jakieś wydarzenie,
przegapienie życiowej szansy od losu, ani też na odjeżdżający
nam sprzed nosa pociąg, choć takie właśnie emocje możemy wówczas
odczuwać. Frustrację goniącą w szaleńczym galopie strach, on zaś
porywający do tańca wściekłość, która wdziera się do naszego
ciała, przejmuje kontrolę, zaraża po kolei wszystkie organy niczym
niszczycielski wirus zagłady.
Czy
zastanawiałeś się kiedyś jak to jest się spóźnić na ocalenie
komuś życia?
Mężczyzna
siedział niedbale na krześle, czule przyciskając szklankę z
wyjątkowo mocnym trunkiem do piersi, zupełnie jak niemowlę,
którego przecież w tym momencie nie było u jego boku.
Wyglądało
to trochę tak, jakby całą swoją miłość, to uczucie, z którym
każdy z nas się rodzi, zupełnie jak z liniami papliarnymi, przelał
właśnie na martwą materię. Jakby wolał szklane tworzywo od
swojego małego synka, który czekał na troskliwy uścisk w pokoiku
obok. Jednak się go nie doczekał.
Jego
głowę trawiły płomienie niespokojnych myśli; wyprzedzały się z
taką żarliwością, jak gdyby brały udział w szaleńczym wyścigu,
którego reguł nie potrafił pojąć.
Ulizane
od wysokiej temperatury włosy przyklejały mu się do twarzy
plastrami, ale on zdawał się nie przywiązywał do tego zjawiska
uwagi. Ostatnimi czasy nie zwracał uwagi na niegdyś najważniejsze
dla niego wartości, jakimi był na przykład jego własny wizerunek,
chęć wyglądania na zadbanego, zamożnego człowieka, którym
przecież był.
Na
półotwarte ustach co jakiś czas przemykał specyficzny rodzaj
uśmiechu, którym często obdarzymy samych siebie, gdy umysł
cichutko przypomni nam o tym, jak błogie było niegdyś nasze życie,
jak nieistotne sprawy zdawały się być wówczas kwestią bytu lub
śmierci i jak zabawnie układają się teraz w poszczególne obrazy,
przywodzące na myśl najlepsze lata naszego życia.
Zastanawiał
się czy obecne zmartwienia, jakimi każdego dnia katował duszę,
kiedyś również staną się takimi właśnie wspomnieniami własnej
niedojrzałości.
Czuł
dokładnie, że w życie wkradła się swego rodzaju rutyna, schematy
napędzane nierzeczywistymi fantazjami.
Czego
tak właściwie spodziewał się po życiu?
Zacisnął
usta w wąską linię, przypominając sobie co było jego
młodzieńczymi oczekiwaniami, które wraz z założeniem obrączki
na palec, rozwiały się niczym podmuch cichutkiego wietrzyka na
pustyni.
Zawsze
pragnął czegoś więcej niż pozwalało mu na to życie.
Ale
teraz, gdy pozornie miał już wszystko, nagle jego życie wydawało
mu się być pustą dziurą, w której stopniowo tracił kolejne
wartości. W umyśle pasożyt zasiał swój jadowity plon, siejąc
zamęt i niezdecydowanie, w tym, czego tak naprawdę pragnął.
Nawet
własna żona nie dawała mu wsparcia ani otuchy, czuł się wręcz
jakby sypiał w jednym łożu z nieboszczykiem, który nie potrafi
porzucić ostatniego tchnienia, będąc zawieszonym pomiędzy światem
żywych a umarłych.
Mężczyzna
zauważył, że powieki stały się niezwykle ciężkie, jakby cała
masa ciała przeniosła się właśnie na nie. Zamknął je ulegle i
pogrążył się na moment w świecie marzeń, w krainie gdzie każde
życzenie było spełniane, a pragnienie zaspakajane.
Było
to zupełnie przeciwstawnym do tego, co czekało go po otwarciu oczu,
więc zacisnął jeszcze mocniej powieki, gorąco pragnąc, by to
nigdy nie uległo końcowi.
Ku
jego zaskoczeniu we śnie ujrzał swoje realne wspomnienia z czasów
szkolnych, kiedy to największym zmartwieniem była nieudana zaczepka
w stronę ciapowatego, lecz inteligentnego prymusa z klasy niżej lub
szlaban u któregoś ze zbyt ciekawskich nauczycieli.
Wtem
do jego uszu wdarł się przeraźliwy krzyk, wypalający mu bębenki,
doprowadzający umysł do wrzenia.
Jego
reakcja była powolna, jakby ktoś sterujący jego życiem ustawił
spowolnioną procedurę po usłyszeniu podobnego dźwięku. Jak gdyby
ciało pragnęło zignorować ten sygnał, natomiast umysł
przekonywał, że powinien sprawdzić co się wydarzyło.
Przez
to wewnątrz ciała doszło do zaciętej walki, z której tylko jedna
ze stron mogła wyjść zwycięsko.
Draco
otworzył drzwi do małego pokoiku, który należał do jego syna,
przekręcając ostrożnie gałkę. Drewno zaskrzypiało cichutko, jak
gdyby ostatnim tchnieniem prosiło, by mężczyzna zawrócił, by
jego oczy nie zarejestrowały tego koszmaru, który miał mu
uświadomić, że stał się on okrutnym pocałunkiem rzeczywistości.
Blondyn
musiał podeprzeć się na framudze drzwi, by nie upaść, gdyż to
co ujrzał, wstrząsnęło jego sercem; sprawiło, że na jeden
malutki moment czuł zaciskającą się na gardle bezsilność,
zupełnie jak maleńkie dziecko, które wypadło z wózka, jednak nie
ma na tyle siły by krzyczeć, ani zdolności, by się samemu
pozbierać.
Na
dywanie leżała Astoria, pochylając się nad szczupłym ciałem
niewielkiego chłopca. Machała rękami na wszystkie strony i
całowała go po rękach, jak gdyby chciała swoją miłością
wpompować życie z powrotem do jego krwiobiegu.
Draco
nie musiał podchodzić bliżej, by zauważyć, że chłopiec jest
martwy.
Było
to zauważalne w jego trupio białych, gołych stópkach, sposobie, w
jaki układało się całe jego ciało, w rączkach sztywno
trzymanych na brzuchu.
Mężczyzna
ostatnim odruchem zmusił się, by nie zwymiotować. Gwałtownie
przycisnął rękę do zeschniętych ze strachu ust i podszedł do
syna. Uklękł nad jego ciałem i chwycił sztywną, białą niczym
grudniowy śnieg, dłoń.
Zdał
sobie sprawę jak mało chwil spędził z synem, jak niewiele
wiedział o jego potrzebach. Wcześniej nie zastanawiało go to, jak
zaniedbanym musiał się czuć, mając takiego ojca.
Chwilę
potem uświadomił sobie, że gdyby ostatnie minuty jego życia
spędził właśnie z nim z pewnością nadal byłby żywym,
rezolutnym chłopcem. Zorientował się, że się spóźnił. Ile
czasu mogło mu braknąć?
Kilka
minut, może sekund, które zamiast dla swojego ukochanego dziecka,
poświęcił na rozmyślanie o tak mało istotnych kwestiach, o
czasach, które odeszły i pochłonęło go to na tyle mocno, że już
nigdy nie będzie mógł go za to przeprosić.
Draco
spojrzał po raz ostatni na martwe ciało chłopca, którego w
okrutny sposób pozbawiono twarzy. Kto mógłby być tak brutalnym,
by zabić w ten sposób małe, niewinne dziecko?
W tym
momencie mężczyzna uświadamił sobie, że właśnie uzyskał nowy
cel w życiu, postanowienie, którego nie mógł zaprzepaścić,
misję, która musiała skończyć się sukcesem.
Pomszczę
Scorpiusa i znajdę tego cholernego zabójcę, choćby miało mnie to
zniszczyć.